Jesteś tutaj: Start Dla ciekawych Nie daj się w sieci Gry Wywiady Audiowizualni.pl: Michał Gembicki

Gdy jesteś twórcą...

Wywiady Audiowizualni.pl: Michał Gembicki

Ten, kto chce legalnie kupić film cyfrowo, w sieci i mieć go jako plik na komputerze, by potem go sobie odtwarzać, nie ma takiej możliwości – mówi Michał Gembicki. Dyrektor Zarządzający i Członek Zarządu Cdp.pl (dawniej CD Projekt) podsumowuje sukcesy firmy, przepowiada upadek rynku płyt DVD i Blu-ray a winą za rozwój piractwa obarcza wydawców nie chcących się przystosować do zmieniającego się rynku.

Cdp.pl – dawniej CD Projekt – to firma, która od 1994 roku odnosi same sukcesy...
Praktycznie od „szczęk” na giełdzie na Grzybowskiej po spółkę giełdową. Niewiele jest historii takich firm – jak nasza – które się finansowo nie załamały. Cdp.pl jest typowym przykładem biznesu posttransformacyjnego z lat 90. Jej kapitalizacja na giełdzie dzisiaj to około miliarda złotych. Naturalnie, dotknął nas kryzys lat 2009 – 2010, wówczas już prawie było po nas. Ale wyszliśmy ze złej koniunktury i teraz Cdp.pl to trzy spółki: RED S.A. - spółka giełdowa ze studiem produkującym gry, GOG.com – międzynarodowy serwis z cyfrową dystrybucją gier, czyli tylko przez Internet i moja spółka zajmująca się od 2009 roku dystrybucją oprogramowania gier i filmów.

Czy powodem dla restrukturyzacji i nowej nazwy było powodzenie państwa przedsiębiorstwa?
Poza chęcią uproszczenia nazewnictwa zmieniliśmy nazwę spółki dystrybucyjnej z CD Projekt na Cdp.pl by podkreślić, że skupiamy się obecnie na dystrybucji cyfrowej. To nasza przyszłość w obliczu zmierzchu dystrybucji „fizycznej”, „pudełkowej”. Nie można budować firmy w oparciu o segment schodzący z rynku. Przyszłość dystrybucji mediów to Internet.

Wspomniał pan, że firma przezwyciężyła kryzys. Czy rzeczywiście, skoro w Polsce jest on w pełnej fazie?
W Cdp.pl w różnych segmentach różnie się on obecnie kształtuje. Zdecydowanie go nie widać w części firmy zajmującej się tworzeniem gier. Obydwie edycje „Wiedźmina” były ogromnym sukcesem. Sprzedaliśmy pięć milionów egzemplarzy gry na całym świecie. Żaden produkt polskiej kultury ani popkultury nie miał w całej historii takiego wyniku sprzedaży. Tymczasem nasze państwo dofinansowuje upadające i całkowicie pozbawione przyszłości stocznie i kopalnie a naszych sukcesów ekonomicznych nie zauważa. Zapowiadany trzeci „Wiedźmin” zbiera tak pozytywne opinie, że spodziewamy się tylko kolejnego sukcesu. Kryzys natomiast widać w dystrybucji. W latach 2005 – 2008 nasz biznes bardzo dynamicznie rósł – było tak w całej branży, były to wzrosty rzędu kilkanaście procent każdego kolejnego roku. Sprzedawaliśmy coraz więcej gier. Rynek załamał się bardzo gwałtownie w 2009 roku. Globalnie przestało istnieć sporo firm. Od 2009 roku jest troszeczkę lepiej, ale rynek się bardzo zmienia. Zmienia się model – coraz więcej ludzi przestaje kupować gry i przerzuca się do Internetu, gdzie płaci się tylko za pewną treść, np. dodatki i elementy wzbogacające rozgrywkę. Tradycyjna dystrybucja umiera, pudełka się nie sprzedają. Ale jakoś sobie radzimy, otwieramy nowe kategorie. Cdp.pl dystrybuuje również tzw. gry bez prądu – planszowe i karciane. Niedawno zaczęliśmy również produkować puzzle. To są segmenty odporne na internetyzację.

Planowaliście państwo udział w rynku dystrybucji filmów...
W 2009 roku zaczęliśmy dystrybuować filmy Disneya. Była to naturalna konsekwencja wieloletniej pracy z grami Disneya. Udało nam się znacznie powiększyć ten mały, z początku, segmencik w naszej działalności. Wprowadziliśmy lokalizację, czyli spolszczyliśmy te gry i zdecydowanie zmniejszyliśmy ceny, by stały się one dostępne dla Polaków. W efekcie Disney postanowił w czwartym kwartale 2009 roku powierzyć nam także część swoich DVD. Całkiem dobrze rozwija się ów segment, pomimo tego, że cały rynek DVD przechodzi kryzys. Disney jest stosunkowo odporny na cyfryzację. Robi filmy dla dzieci a dziecku trudno ściągnąć film z Internetu. A kiedy pójdzie się z nim do sklepu, to trudno odciągnąć je od półki z kolorowym wydaniem. I na tym wygrywamy – na „spadającym” rynku nasz udział „spadający” nie jest. Kryzys najbardziej dotyka działu sprzedaży, ponieważ ludzie wolą pobierać filmy z Internetu, nawet jeśli pochodzą one z nielegalnych źródeł. Piractwo w dużo większym stopniu dotyczy przemysłu filmowego, niż gier.

Na czym Cdp.pl będzie zarabiać w sytuacji zaawansowanej internetyzacji?
To bardzo trudne pytanie, bo o ile branża gier już od dawna wie, że może swoje produkty sprzedawać przez Internet i na tym zarabiać – sprzedając je taniej lub udostępniając same gry bezpłatnie i pobierając opłaty tylko za dodatki, na zasadzie mikrotransakcji – o tyle filmowa jest jeszcze dość skostniała. Jeszcze nie dojrzała, by przyznać, że by coś dało się sprzedać w Internecie, to musi to być bardzo atrakcyjne cenowo. Wysokie ceny są wciąż utrzymywane, co powoduje wzrost piractwa. Jeżeli nie przedstawia się konsumentowi żadnej sensownej oferty, to trudno się dziwić, że wybierze on coś, co jest za darmo. Można to odbierać negatywnie i nazywać piractwo kradzieżą, ale moim zdaniem to wina wydawcy a nie konsumenta, iż dokonuje wyboru w oparciu o swoją sytuację finansową.

Prawnicy mają na ten temat inne zdanie. Ale korzystający z pirackich plików często odpierają atakowanie ich za przyczynianie się do kradzieży własności intelektualnej tłumacząc się tym, że nie stać ich w Polsce na legalny dostęp do kultury...
Ja świetnie rozumiem to tłumaczenie. Poza tym to, co jest oferowane legalnemu konsumentowi, chcącemu płacić, jest bardzo nieatrakcyjne. Ten, kto chce legalnie kupić film cyfrowo, w sieci i mieć go jako plik na komputerze, by potem go sobie odtwarzać, nie ma takiej możliwości. Można tylko zaprenumerować VOD, zapłacić jednorazowo i obejrzeć film streamingowany przez Internet. Minusem jest to, że dokonujący transakcji ogląda obraz tylko raz, nie może go ze sobą „zabrać”. Ludzie najczęściej oglądają filmy w podróży, kiedy się nudzą. Kiedy więc chce się kupić jakąś animację dzieciom, by oglądały ją w samochodzie, to legalnie nie da się tego zrobić. Za to da się go wziąć z Chomika. Tam on jest, gotowy do ściągnięcia. Dopóki wydawcy nie zrozumieją, że cyfrowe zabezpieczanie filmów DRM-ami godzi tylko w legalnych użytkowników, to nic się nie zmieni. Nie rozumiem, dlaczego na przykład ja, mając pieniądze, nie mogę kupić filmu z serwisu na zasadzie pobrania. Jedynym miejscem, które to umożliwia jest iFilms – po pobraniu film jest mój. Co prawda, nadal znajduje się w iTunes, ale mogę go oglądać offline. Jednakże jest to rozwiązanie niedostosowane cenowo. Na iTunes ceny są globalne – film kosztuje piętnaście euro, czyli dzisiaj około sześćdziesiąt cztery złote. Podczas gdy w sieci sprzedaży w Polsce – dwadzieścia dziewięć do trzydziestu dziewięciu złotych. Nie istnieje więc konkurencja na tym polu. Nikt nie kupi filmu przez Internet, gdy jest on dwa razy droższy. Szczególnie gdy nie ma on wartości fizycznej – pudełka. Konsument nie rozumie, dlaczego ma płacić więcej za dystrybucję cyfrową, gdy nie ma żadnych dodatkowych kosztów ze strony producenta. Dlatego, moim zdaniem, z filmami jest niestety tak, że ta branża skazana jest na to, by zniknąć w postaci fizycznej. Coraz mniej ludzi potrzebuje mieć w domu płytę. Coraz bardziej też ta branża zjada własny ogon dublując się z gazetami. Deprecjonuje się przez to wartość filmu. Jest on postrzegany tylko jako dodatek do gazety. Nośnik DVD stracił wartość jako przedmiot luksusowy. Blu-ray nie nadrobił tej straty. Przedtem, gdy na rynek wprowadzono DVD, w sposób naturalny pożegnał się z nim VHS. Z DVD i Blu-ray tak się nie stało. Ci, którzy mieli DVD, nie skonwertowali się na odbiorców Blu-ray. Stąd moja czarna wizja przyszłości rynku filmów dystrybuowanych na płytach. Sprzedaż i tak przeniesie się w całości do Internetu i wydawcy muszą do tego dorosnąć. Mam na myśli największe koncerny, takie jak Universal, Sony czy Warner. Dopóki będą one szukać sposobów na ograniczanie piractwa, zamiast zaproponować odbiorcom najłatwiej dostępny kontent, dopóty błędne koło będzie się kręcić, ponieważ ludzie zawsze znajdą sposób na obejście obostrzeń. Dziś o piractwo może być oskarżony użytkownik, usiłujący legalnie przegrać sobie swój film na inny nośnik, by go mieć, na przykład, w samochodzie. Płyta jest zabezpieczona. Natomiast pirat ma tę łatwość, że dystrybuuje coś, co zostało już pozbawione zabezpieczeń. Różnica w retoryce mojej i prawników jest taka, że ja nie postrzegam piratów jako złoczyńców. Nie mówię o wielkich paserach – serwisach zarabiających na piractwie.

Dlaczego Chomikuj.pl w dalszym ciągu działa?
Wypełnia lukę na rynku oferując usługę poszukiwaną przez klientów. Poza tym klienci Chomika płacą za przestrzeń dyskową lub transfer – przynajmniej w jakimś procencie - więc w moim przekonaniu nie są piratami. Nie da się karać za udostępnianie pewnego aspektu sieci, jakim jest wymiana plików. Można na tym zarobić legalnie. Bardzo mi się podoba wspólny projekt Zespołów Filmowych „Tor” i „Kadr” oraz serwisu YouTube, na którym można obejrzeć ich stare produkcje.

rozmawiała Anna Kilian

© Audiowizualni.pl 2013
przedruk za zgodą: Krajowej Izby Producentów Audiowizualnych

Krajowa Izba Producentów Audiowizualnych Stowarzyszenie Filmowców Polskich Polska Izba Książki Legalna Kultura Stowarzyszenie Autorów i Wydawców Copyright Polska

Horyzont zdarzeń
© Polsat News 27.04.2014
publikacja za zgodą Telewizja Polsat Sp. z o.o.

Jesteś tutaj: Start Dla ciekawych Nie daj się w sieci Gry Wywiady Audiowizualni.pl: Michał Gembicki