Jesteś tutaj: Start Dla ciekawych Nie daj się w sieci Sztuka Młodzi projektanci a wielki biznes...

Gdy jesteś twórcą...

Młodzi projektanci a wielki biznes...

Nasza gospodarka potrzebuje rzetelnych, dobrze przygotowanych projektantów, sumiennie realizujących wytyczne przedsiębiorstw – mówi Katarzyna Rzehak. Dyrektor Kreatywna, Promocji i PR Instytutu Wzornictwa Przemysłowego a także historyk sztuki i krytyk designu, specjalistka w zakresie badania i prognozowania trendów wzorniczych opowiada o ścieżce kariery młodego polskiego projektanta, specyfice pracy Instytutu i powodzeniu modelu demokratycznego designu.

Jak wygląda początek drogi zawodowej młodego projektanta?
Przede wszystkim projektant nie projektuje. Taki model – projektant idący do firmy z projektem, którym chce ją zainteresować – nie istnieje. Młodzi designerzy o tym wiedzą. Rzeczywistość – ta idealna - jest taka, że projektant idzie na praktykę do przedsiębiorstwa, uczy się go, dowiaduje wszystkiego na temat jego możliwości technologicznych i produkcyjnych, produktów oraz klientów. Tak powstaje brief dla designera. Dzięki niemu poznaje on oczekiwania klienta wobec firmy. Dopiero w wyniku współpracy projektanta z przedsiębiorstwem powstaje koncepcja produkcji. Jak głosi anegdota, Philippe Starck miał zaprojektować tacę. Jadł owoce morza [ośmiorniczki – przyp. red.], których nie mógł polać sokiem z cytryny i wpadł na pomysł wyciskarki do soku, słynnej Juicy Salif. Projekt wysłał na zabrudzonej serwetce do firmy Alessi. To cudowna historia, ale z punktu widzenia dzisiejszych realiów należy ją odłożyć do lamusa. Podobnie przekonanie, że geniusz projektanta zawsze się przebije. My potrzebujemy designerów przygotowanych do współpracy z przedsiębiorstwem.

Czy w Instytucie kształci się projektantów?
My nie mamy tu projektantów. Za to istnieje u nas kierunek podyplomowy Design Management – zarządzanie designem, dla managerów. To roczne studia. Instytut zajmuje się doradztwem dla firm. Kierunki projektowe mają akademie sztuk pięknych i politechniki. To są kuźnie młodych designerów, którzy potem giną na rynku, ponieważ niewiele przedsiębiorstw w ogóle zatrudnia projektantów – robią to tylko bardzo duże firmy, jak Tubądzin czy Bydgoskie Meble. Dlatego polski design właściwie nie istnieje w świecie. Rozpoznajemy za to nasze rodzime marki, najczęściej meblowe i łazienkowe, postrzegając je jako dobre.

Jak projektant może zaistnieć w Polsce?
Jedyna droga to pójście na praktykę do przedsiębiorstwa. Tyle że trzeba być obrotnym, ponieważ u nas nie ma systemu ułatwiającego studentom jej rozpoczęcie – zagranicą one istnieją. Idealnie byłoby, gdyby działał u nas taki system wspierania przedsiębiorstw, by opłacało się im zatrudniać projektantów. Bez żadnego odgórnego rozwiązania nic się nie zmieni. Jest więc tak, że projektant albo zdoła znaleźć sobie praktykę, albo zginie. Przy czym bardzo rzadko zdarza się, że udaje się on do firmy z produktem. Przeważnie idzie z talentem i dobrym przygotowaniem. Zakres branż projektowych jest w Polsce ogromny. Projektuje się maszyny rolnicze, sprzęt medyczny – w tej branży mamy świetnego producenta zatrudniającego młodych projektantów - samochody gaśnicze, itd. Nie można być od razu przygotowanym do pracy w danej branży. Na początek trzeba dobrze znać programy projektowe, rozumieć przedsiębiorstwo, pracować z briefem projektowym a potem dopiero zaadaptować się do danej firmy. A projektuje się wszystko. Każdy otaczający nas przedmiot został zaprojektowany.

Czy odbywają się w Polsce targi ułatwiające projektantom kontakty z przedsiębiorcami?
Instytut opracował projekt wielkich targów – pionierskiego na naszym rynku przedsięwzięcia, trzyletniego projektu „Zaprojektuj Swój Zysk”, obejmujący lata 2008 - 2011. Dostaliśmy sporo unijnych funduszy przeznaczonych właśnie na to, by nauczyć przedsiębiorców współpracy z projektantami. We wszystkich dużych miastach zorganizowaliśmy warsztaty. Najpierw osobno uczyliśmy przedsiębiorców, osobno projektantów a potem były to zajęcia łączone. Opracowaliśmy też dwadzieścia szkoleń wraz z ćwiczeniami dla projektantów chcących współpracować z przemysłem, zawierających również projekty umów i kontraktów zawieranych między designerami a przedsiębiorcami. Są dostępne na stronach Instytutu.

Czy prawa autorskie projektantów są u nas przestrzegane?
Tak, jeśli projektant odpowiednio je sobie zabezpieczy w umowie.

Jak Instytut współpracuje z przedsiębiorstwami?
Firmy zgłaszają się do nas, by im za odpowiednią opłatą zorganizować otwarte lub zamknięte konkursy. W tej chwili trwa u nas zamknięty konkurs dla międzynarodowego koncernu, mającego w Polsce dużą fabrykę. I jeszcze jeden, misyjny – dla najlepszego młodego projektanta o największym potencjale biznesowym, studenta albo absolwenta. Nagrodą jest dwadzieścia tysięcy złotych. To stypendium im. Wandy Telakowskiej, ufundowane przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nie promujemy rozwiązań artystycznych, ale funkcjonalne. W designie projektant nie jest artystą, jest na usługach przemysłu. Design zakłada produkcję seryjną i przemysłową. Przedmioty zaprojektowane z myślą o takiej produkcji muszą sprostać wymogom rynku i muszą być funkcjonalne. Ale wielcy projektanci współpracujący z przemysłem spełniając wymóg produkcji seryjnej potrafią tchnąć w dany, zaprojektowany przedmiot coś więcej, jakąś wartość dodaną. Takie przedmioty ludzie wolą od innych, choć nawet nie potrafią wytłumaczyć, dlaczego. Także specjaliści ds. rynku nie potrafią tego wytłumaczyć. Ale niechętnie o tym mówię, ponieważ w obecnym stanie naszej gospodarki są nam raczej potrzebni rzetelni, dobrze przygotowani projektanci, sumiennie realizujący wytyczne przedsiębiorstw.

Jednakże bardzo ważne jest, by funkcjonalność łączyła się z estetyką...
Design to bardzo rozbudowane pojęcie. Ludzie często uważają, że oznacza ono, iż coś ma jakiś kształt albo kolor. To tzw. skórka. Dizajnerski oznacza wyglądający dobrze. Takie jest potoczne rozumienie designu. Ale dobrze zaprojektowane znaczy nie tylko dobrze wyglądające, ale też – świetnie działające, rozwiązujące problem, często więcej, niż jeden. Dobre dizajnerskie przedmioty są wielofunkcyjne, nie psują się, mają dobrze obmyśloną cenę i transport. Chińska tandeta często dobrze wygląda, ale to nie jest design, ponieważ coś, co dobrze wygląda jeszcze nim nie jest. Na pewno nie jest nim bubel.

Czy tej chińskiej tandety jest teraz w Polsce więcej, czy mniej, niż na przykład dziesięć lat temu?
Trudno mi powiedzieć, ponieważ raczej się z nią nie stykam. Zresztą, nie wszystko wyprodukowane niskim kosztem musi być tandetne. Dwa lata temu zorganizowaliśmy w Instytucie wystawę „Wzornictwo za 4 złote. 1 Euro Design”. Chcieliśmy udowodnić, że żyjemy w erze tanich, ale dobrze zaprojektowanych przedmiotów. Ta tendencja będzie się rozwijała. Luksus schodzi na niższe półki, umasawia się i popularyzuje. Skończyła się epoka niszowych, niedostępnych marek. W dobie kryzysu nie ma dla nich miejsca. Sprawdził się natomiast model skandynawskiego designu demokratycznego, przynajmniej w bogatej Skandynawii. Tamtejsze wzornictwo jest dostępne dla każdego, powszechne i na dobrym poziomie. Tam wszystko musi być przemyślane i dobrze zaprojektowane, zarówno w przestrzeni miejskiej - łącznie z dobrą drogą i wygodnymi schodami oraz funkcjonalnymi kubłami na śmieci – jak i w domu, razem z odległością między zlewem i szafką w kuchni. IKEA jest również dowodem na powodzenie skandynawskiego wzornictwa i najlepszym promotorem demokratycznego designu. Problemem jest jakość. Wyroby sygnowane przez IKEA nie będą nam służyć przez dwadzieścia lat, ale ceny są takie, by nabywca kanapy mógł ją sobie wymienić raz na kilka lat. Na Zachodzie klienci wymieniają je co dwa lata. U nas, oczywiście, nie – jesteśmy dużo biedniejszym krajem. Chiny - choć uważane przez nas za masowych wytwórców tandety – są tak ogromnym państwem, że mają także wielu wspaniałych projektantów. W 2008 roku Victoria and Albert Museum zorganizowało wystawę „China Design Now”, pokazującą gigantyczny potencjał projektowy współczesnych Chin.

Na tyle duży, by rywalizować z rynkiem zachodnim?
To wymaga czasu. Nie wolno zapominać o japońskim designie, jednym z najlepszych na świecie od zawsze. Oszczędnym, minimalistycznym, w rodzaju wzornictwa proponowanego przez obecną na naszym rynku markę Muji, słynną też z niewszywania metek. Jej wzornictwo proponuje pięknie wyrażoną, szlachetną „podstawowość”.

© AnKh/Kreatywnapolska.pl 2013

Krajowa Izba Producentów Audiowizualnych Stowarzyszenie Filmowców Polskich Polska Izba Książki Legalna Kultura Stowarzyszenie Autorów i Wydawców Copyright Polska

Jesteś tutaj: Start Dla ciekawych Nie daj się w sieci Sztuka Młodzi projektanci a wielki biznes...