Jesteś tutaj: Start Dla dociekliwych Serwis opinii Blogi
    Marcin Przasnyski
Wysłane przez data 10 luty 2014 dział Blogi

Po co chodzić do kina, gdy filmy same przylatują na komputer i to za darmo, nierzadko tuż po premierze. Gazeta Parkiet podała właśnie, że sprzedaż biletów do kina spadła o 19 proc., a wpływy dystrybutorów filmowych o ponad 23 proc. w porównaniu z zeszłym rokiem. Jednocześnie popularność tego gatunku szybko rośnie, a oglądalność filmów i seriali w Polsce jest rekordowa. Paradoks? Nie, po prostu namacalny efekt rosnącego piractwa.

    Jacek Strzałkowski
Wysłane przez data 16 styczeń 2014 dział Blogi

„The end” to napis, jaki niespodziewanie zobaczyli 10 stycznia 2014 roku użytkownicy jednego z najpopularniejszych serwisów pirackich z filmami i serialami w naszym kraju – kinomaniak.tv. Bardzo ciekawa dyskusja rozpoczęła się niemal na wszystkich większych portalach, które skwapliwie zamieściły informację o tym fakcie. Komentarze jak zwykle nakręcają falę argumentów przetykanych inwektywami a dyskusję podgrzewają nadal blogerzy i zwracają przy tym uwagę na kilka ciekawych aspektów sprawy.

    Jerzy Kornowicz
Wysłane przez data 12 styczeń 2014 dział Blogi

W nawiązaniu do informacji Centrum Cyfrowego o pierwszej rozprawie z powództwa Igora Ostrowskiego i Alka Tarkowskiego przeciwko Maciejowi Strzemboszowi i Krajowej Izbie Producentów Audiowizualnych, a także komentarza do tej rozprawy autorstwa Panów Powodów udostępnionego na stronie Centrum Cyfrowego pod linkiem http://centrumcyfrowe.pl/po-pierwszej-rozparwie-o-pomowienie-zalozycieli-centrum-przez-macieja-strzembosza/ pragnę wyrazić pogląd, że komentarz Panów Powodów, tak jak duża część ich działań na rzecz fałszywie rozumianego otwarcia zasobów internetowych, nakierowany jest nie tylko na informację i wyrażenie opinii, ale stanowi też działanie socjotechniczne wybiórczo traktujące fakty -  po to, aby sformułować dla obu Panów wygodne, a niesłuszne według mojego przekonania tezy.

    Jacek Strzałkowski
Wysłane przez data 09 grudzień 2013 dział Blogi

Parę lat temu mieliśmy plagę kradzieży radioodbiorników samochodowych. W zasadzie było niemal pewne, że jeśli masz radio i go nie wyjmiesz z auta, to prędzej czy później ktoś ci je... pod(***)kradnie. Ludzie imali się różnych sposobów: w zasadzie standardem były kieszenie, które ułatwiały ich wyjmowanie (kierowcy wtedy chodzili z tymi radiami jak z torebkami do restauracji, kina, czy na spacer), wymyślono zdejmowane panele (ale i tak kradli) oraz specjalne kody. Ja kupiłem kiedyś auto z radiem firmowym, które skradziono mi dwa razy. Kiedy policjanta zapytałem po co złodziejowi takie radio, które pasuje przecież tylko do nietypowego modelu samochodu, odrzekł: „panie, do Żuka też pasuje!”. Na kradzieżach tracili niemal wszyscy: od firm ubezpieczeniowych, przez właścicieli aut, policjantów, którzy tracili czas i wyniki w statystykach, po rodziny właścicieli zdenerwowane w kolejkach na komendzie, w ubezpieczalni i do warsztatów. Zarabiali głównie złodzieje i paserzy.

    Jacek Strzałkowski
Wysłane przez data 26 październik 2013 dział Blogi

Lubiłem kiedyś zbierać znaczki... To chyba naturalne. W „moich czasach” prawie każdy lubił. To chyba naturalne, bo przecież ludzkość, kiedy stawała się ludzkością, była zbiorowością zbieraczy. Co znalazłem było moje, co zerwałem, upolowałem lub nawet ukradłem było moje. I wszyscy byli szczęśliwi... potem nastąpił czas wieków mrocznych i zacofanych (trwało to chwilę), aż wreszcie nastąpił Internet i kieł z upolowanego mamuta znowu może zasilić moją kolekcję;)

    Marcin Przasnyski
Wysłane przez data 24 czerwiec 2013 dział Blogi

Wziąć butelkę ze stołu – źle, wziąć film z Internetu – dobrze. Środowisko sieciowe potrafi zupełnie różnie oceniać bardzo podobne czyny, w zależności od tego, po której stronie stoi. Moralność Kalego działa tak samo dobrze w XXI-wiecznym Internecie jak w XIX wieku w Afryce. Nie wiesz kto to Kali? Ściągnij torrenta… Dowiesz się, że drugoplanowy bohater wydanej 100 lat temu powieści Sienkiewicza był niepiśmiennym Murzynem wyposażonym w stado krów. Natomiast internetowi dyskutanci mają komputery, a czytają i piszą biegle. I bardzo chcą się ukulturalniać, w którym to celu obficie korzystają z chomika, torrentów, filehostingów i streamingów. Oczywiście nielegalnie. Przynajmniej tak się do tej pory zdawało, że korzystanie bez zapłaty z owoców cudzej pracy jest nieuczciwe, nawet jeśli uchodzi bezkarnie. Jak z nieba spadło natomiast totalne rozgrzeszenie i zachęta do jeszcze większego ukulturalniania się za friko. Można też pograć na nosie artystom, którzy nie mogą nic zrobić takim kulturalnym klientom. 

    Marcin Przasnyski
Wysłane przez data 24 czerwiec 2013 dział Blogi

Zadałem sobie trochę trudu, żeby przeczytać całe „opracowanie” naukowców, na które z niekłamaną satysfakcją powołują się dzisiaj serwisy internetowe. Nie trzeba być akademikiem żeby stwierdzić, jakim nonsensem jest ten trzystronicowy dokumencik. Nie zdziwiłbym się, gdyby za parę dni panowie autorzy ogłosili, że to był happening i w ogóle podpucha. Ostatnio się czepiam we wpisach – samo tak wyszło. Najpierw za uznanie grywalizacji (czy jak kto woli, gamifikacji) za durnotę napiętnowali mnie ludzie, którzy chcą ją za pieniądze zaszczepiać, teraz spodziewam się ataku tych, którym na rękę jest panoszące się na lewo i prawo w polskim necie piractwo filmowe. Żeby nie było wątpliwości, piętnuję udostępnianie nie swoich filmów za pieniądze. Ściąganie to inna para kaloszy, póki co jest traktowane jak korzystanie z utworu już rozpowszechnionego, albo utrwalenie na własny użytek, a tego ustawa o prawie autorskim wprost nie penalizuje. Powstaje oczywiście pytanie, jak można legalnie ściągać coś, co nielegalnie się w sieci znalazło, ale nie mówimy tu o logice, lecz o przepisach. To są często dwie różne rzeczy.

    Mietek Jurecki
Wysłane przez data 09 czerwiec 2013 dział Blogi

Od kilkudziesięciu lat jestem muzykiem i kompozytorem. Nagrałem ponad 300 płyt, z czego wiele multiplatynowych. Zdobyłem także chyba wszystkie możliwe do zdobycia nagrody muzyczne w dziedzinie polskiej muzyki rozrywkowej. Opowiem o swoich doświadczeniach i sposobie w jaki jestem traktowany przez Państwo Polskie w trakcie kilkudziesięcioletniego wykonywania przeze mnie zawodu muzyka i kompozytora. Gdy rozpoczynałem swoją działalność muzyczną, w Polsce obowiązywały tzw. "stawki" i nie miał znaczenia fakt, że grałem piosenki które śpiewała cała Polska na stadionach i w halach sportowych dla tysięcy ludzi którzy kupili bilety wstępu. Niezależnie od popularności i wyników finansowych koncertu, każdemu muzykowi należała się wówczas pieniężna równowartość trzech butelek wódki. Dochód z koncertów zabierało Państwo.

Krajowa Izba Producentów Audiowizualnych Stowarzyszenie Filmowców Polskich Polska Izba Książki Legalna Kultura Stowarzyszenie Autorów i Wydawców Copyright Polska