Jesteś tutaj: Start Dla wszystkich Nie daj się w sieci Film Wywiady Legalnej Kultury: Mateusz Damięcki

Oglądaj legalnie

Wywiady Legalnej Kultury: Mateusz Damięcki

Z Mateuszem Damięckim rozmawia Ryszard Jaźwiński. Aktor filmowy i teatralny opowiada o wadze autentyczności, braku świadomości praw autorskich wśród młodych ludzi oraz potrzebie godnego wykonywania pracy. Publikujemy wybrane fragmenty wywiadu, który ukazał się w serwisie Legalna Kultura.

Pasji aktorskiej towarzyszy Ci pasja - nie wiem, czy to dobre określenie - podróżnicza. Szukasz intensywnych przeżyć w odległych zakątkach świata?
Mateusz Damięcki: Szukam czegoś autentycznego. Od ponad 22 lat zajmuję się aktorstwem, realizuję scenariusze i wypowiadam słowa, które napisał ktoś inny. Gram postaci, które niosą w sobie kompilację różnych ludzkich doświadczeń. A wyprawa... To jest żywioł. Nie napiszesz jej scenariusza - po prostu jedziesz. Nie masz wyjścia, musisz improwizować, podejmować decyzje tu i teraz. Poza tym podróżowanie to poznawanie innych kultur, ludzi. Czerpię z ich autentyczności. Tam nikt nie gra, nikt niczego nie udaje. To są po prostu poznane po drodze przypadkowe osoby, dzięki którym wzbogacasz samego siebie. Jakkolwiek pompatycznie by to nie brzmiało, jest bardzo prawdziwe. To jest ta autentyczność, której na co dzień nie ma zbyt wiele w pracy zawodowej aktora, przed kamerą lub w teatrze.

(...)

Z rosyjskimi widzami spotykałeś się wielokrotnie i nie tylko przy okazji prezentacji polskiego kina. Grałeś przecież w rosyjskich filmach duże i ważne role.
Mateusz Damięcki: To prawda. Jedną z pierwszych takich ról zaproponowano mi, kiedy miałem 17 lat. To była „Córka kapitana” - adaptacja dwóch opowiadań Aleksandra Puszkina. Zagrałem Piotra Grinjowa, oficera armii carskiej w służbie Katarzyny II, sztandarową postać rosyjskiej literatury. To było trochę tak, jakby Rosjanin zagrał Pana Tadeusza. Ten film przyniósł mi wiele cennych doświadczeń, w zasadzie mnie ukształtował. Nie tylko jako aktora - choć było to dla mnie oczywiście fantastyczne i niezapomniane przeżycie, ale też jako człowieka. Miałem 17 lat, serce otwarte, a tu stawiają mnie nagle na stepie rosyjskim, minus 40 stopni, wokół śnieg i nieskończona Syberia. Dzięki takim ekstremalnym, skrajnym doświadczeniom człowiek się zmienia i ja akurat Rosji za to bardzo dziękuję.

Nawet jeśli nie pojawiasz się teraz często w kinie, to masz jednak za sobą sporo znaczących ról w polskich filmach. Czy nigdy nie miałeś problemu z tym, co dotyczy nielegalnego zdobywania, kopiowania filmów, także tych, w których sam grałeś?
Mateusz Damięcki: Oczywiście. Musimy pamiętać, że każdy film, obraz, zdjęcie, utwór muzyczny czy tekstowy ma swojego autora i to twórca musi wyrazić zgodę, na jakich zasadach korzystać z jego pracy i rozpowszechniać jego utwór.

Wiesz przecież o tym, że w praktyce niektórzy nie pytają, a korzystają.
Mateusz Damięcki: I jest to faktycznie duży problem. Niestety polskie prawo niezbyt precyzyjnie reguluje te kwestie. A nawet jeżeli się stara, to przy takim nawale łamania podstawowych zasad - nazwijmy to „savoir-vivre'u”, legalności, poszanowania własności, nie tylko intelektualnej, egzekwowanie prawa jest bardzo trudne.

Jak więc, Twoim zdaniem, rozwiązać ten problem?
Mateusz Damięcki: Jedynym rozsądnym pomysłem jest uświadamianie odbiorców, promowanie idei, że legalne korzystanie z dóbr kultury to jedyny właściwy i uczciwy sposób. To powinno się stać po prostu modne. Nieraz w historii zdarzało się, że państwo nie potrafiło poradzić sobie „systemowo” w pewnych kwestiach. Udawało się natomiast wprowadzić pozytywne mechanizmy kreując ruch społeczny, który budował dobry trend, promował wartości, aż stawały się nawykiem, obyczajem, czymś oczywistym. Być może jest to również pomysł na kulturę.

Czy zawsze miałeś taką świadomość? Nigdy nie zdarzyło Ci się piracko ściągnąć muzykę lub film?
Mateusz Damięcki: Może, gdy byłem bardzo młody. Teraz jednak ma pełną świadomość i chcę przekazywać ją innym. Dlatego właśnie przyłączyłem się do projektu „Legalnej Kultury”.

Zdarzało Ci się jednak?
Mateusz Damięcki: Tak, ale wtedy nie do końca wiedziałem, co naprawdę robię. Od dłuższego czasu mam pełną świadomość. Legalna Kultura nie jest pierwszą akcją tego typu, w której biorę udział. Wcześniej Hirek Wrona organizował kampanię „Bądź świadomy”, do której również się przyłączyłem. Jestem autorem, współautorem tekstów kultury, które znajdują się w Internecie. W dzisiejszych czasach tak łatwo można je dystrybuować. Jeśli nie będę szanował tego, co robią moi koledzy muzycy, filmowcy, pisarze i co ja sam robię, to tym bardziej nie będą tego szanować inni.

Mówisz o dystrybucji, a ciekaw jestem, co sądzisz o kwestii płatności za dobra kultury? Czy powinno się dążyć możliwymi środkami do tego, by cena utworu, którego chcemy słuchać lub oglądać, była jak najniższa, ale jednak określona, bo jak coś jest za darmo, to się tego nie ceni?
Mateusz Damięcki: To nie jest prosta sprawa, o której można się wypowiedzieć w dwóch zdaniach. Wydaje mi się, że płatność za dobra kultury powinna być taka, jakiej oczekuje w dzisiejszych, kapitalistycznych i wolnorynkowych czasach jego autor. Jeśli sam będzie cenił się zbyt wysoko, to po prostu nikt nie będzie chciał go oglądać czy słuchać. Z jednej strony łatwo jest szafować wyrokami, np. że coś jest za drogie. Warto przyjrzeć się, czy rzeczywiście dane dzieło ma wartość, którą wskazał jego autor. Z drugiej strony, twórca też powinien dostosować swoje oczekiwania do warunków, w których przyszło mu tworzyć. Żyjemy w trudnych warunkach  ekonomicznych - ciągle słyszy się słowo „kryzys”. Polski rynek jest płytki. To są paradoksy – np. od polskich artystów muzycznych oczekuje się, że będą śpiewali po polsku, a jednocześnie tanio sprzedawali swoje teksty. A to oznacza, że poza Polską nigdzie indziej nie zaistnieją, nie sprzedadzą swoich płyt czy koncertów.

Są też artyści, którzy śpiewają i w innych językach.
Mateusz Damięcki: Ci, którzy śpiewają na przykład po angielsku, wyłamują się, w dobrym tego słowa znaczeniu i nie zamykają w granicach naszego kraju. Polski rynek polski nigdy nie będzie taki, jak na przykład amerykański. Tam poza milionami potencjalnych odbiorców jest inna organizacja pracy. To cały przemysł - są menadżerowie, domy produkcyjne i dziesiątki, setki osób, które pracują na to, aby artysta mógł znaleźć się na szczycie. Droga od powstania tekstu kultury do jego sukcesu wymaga wysiłku, dlatego trudno oczekiwać od autora, aby za swoją pracę nie chciał otrzymać wynagrodzenia adekwatnego do włożonej pracy i osiągniętej popularności. To jest bardzo skomplikowana sprawa, dlatego staram się nie być w tej kwestii kategoryczny. Chcę zachęcić ludzi, by zastanowili się, czy nie uczciwiej byłoby pobrać piosenkę lub płytę, zapłacić za nią, mieć ją na własność. Zwłaszcza, że mówimy o naszych ulubionych artystach. Tworzenie nowych utworów, nagrywanie płyt to jest ich praca. Każdy odbiorca powinien postawić sobie proste pytanie – czy ja chciałbym pracować za darmo? Poza tym, warto się zastanowić czy nie lepiej mieć w komputerze 20-30 wyselekcjonowanych ulubionych płyt zamiast tysięcy utworów ściągniętych w zasadzie przypadkowo, których w ogóle potem nie słuchamy.

Do tego dochodzi jeszcze kwestia jakości, co wyraźnie widać w wypadku filmów. Jeżeli kupujemy je legalnie, mamy gwarancję dobrej jakości, a pirackie kopie często nie mają już wiele wspólnego z wyprodukowanym filmem.
Mateusz Damięcki: To jest pytanie o stosunek do jakości, nie tylko naszego podejścia do kultury, ale do jakości życia w ogóle. Żyjemy szybko i powierzchownie. Konsumujemy, zwracając coraz mniejszą uwagę na jakość. Czy słuchając utworu lub oglądając film w kiepskiej jakości w ogóle mamy do czynienia z kulturą? Na to nakłada się oczywiście kwestia finansowa. Kultura powinna być dostępna i w takich cenach, aby większość mogła z niej korzystać. Opłaty autorskie za różne dobra kultury powinny być adekwatne do rodzaju dzieła i okoliczności, w jakich odbiorca z nich korzysta, bo przecież czym innym jest słuchanie płyty w domu, a czym innym muzyka w tle, np. u fryzjera.

Stawiasz więc na tworzenie właściwych trendów. To, co i Ciebie ukształtowało w ostatnich latach, zmieniło Twoją świadomość? Czy takie kampanie, jak  na przykład Legalna Kultura, idą, Twoim zdaniem, w dobrym kierunku, by budować tę świadomość w coraz większej grupie społecznej?
Mateusz Damięcki: Zdecydowanie tak. Warto docierać przede wszystkim do młodych ludzi. Akcje Legalnej Kultury są skierowane oczywiście do wszystkich, ale to młodzi użytkownicy korzystają najwięcej z Internetu. A wiadomo, że jest to pole, gdzie piractwo kwitnie najbardziej. Ludzie w Internecie mają wrażenie, że są anonimowi i mogą zrobić wszystko. Dopóki nie powstaną skuteczne mechanizmy prawne, dopóty musimy na wszelkie inne sposoby wskazywać ludziom właściwą drogę. Uświadamiać, że wciskając klawisz „download” w pirackim serwisie, de facto pozbawiamy kogoś możliwości godnego wykonywania własnej pracy.

Źródło: Legalna Kultura
Redakcja, skróty, wyróżnienia: Kreatywna Polska
Przedruk za zgodą: Legalnej Kultury

Krajowa Izba Producentów Audiowizualnych Stowarzyszenie Filmowców Polskich Polska Izba Książki Legalna Kultura Stowarzyszenie Autorów i Wydawców Copyright Polska

Jesteś tutaj: Start Dla wszystkich Nie daj się w sieci Film Wywiady Legalnej Kultury: Mateusz Damięcki