Jesteś tutaj: Start Dla wszystkich Nie daj się w sieci Książki Wywiady Legalnej Kultury: Rafał Olbiński

Czytaj legalnie

Wywiady Legalnej Kultury: Rafał Olbiński

Z Rafałem Olbińskim rozmawia Tomasz Kin. świat jest jak jedna wielka galeria kultury, w której znajduje się parę oryginałów i miliony kopi - mówi słynny malarz, grafik, twórca plakatów. Publikujemy wybrane fragmenty wywiadu, który ukazał się w serwisie Legalna Kultura.

Dlaczego na plagiat mówi się obecnie inspiracja?
Rafał Olbiński: Ktoś stwierdził kiedyś słusznie, że świat jest jak jedna wielka galeria kultury, w której znajduje się parę oryginałów i miliony kopii. Cała historia sztuki dotyczy tego zagadnienia. Jest paru liderów tworzących coś oryginalnego, przeciskając się w tłumie. Reszta to tylko naśladowcy. W swojej epoce, co znamienne, zawsze są niezrozumiani. Odkrywają ich dopiero nowe pokolenia. Wówczas zaczyna się kopiowanie ich dzieł, potem powstają już całe szkoły. Nie wiem czy jest to takie złe, jeśli się dobrze kopiuje. Ale trudno przez to powiedzieć coś mądrego, bo przecież wcześniej już ktoś to zrobił.

(...)

Jak Pan reaguje kiedy pański pomysł jest podpisany cudzym nazwiskiem?
Rafał Olbiński: Naturalna ludzka reakcja jest taka, że jestem wściekły. Potem czuje się miłe łechtanie, choć jest to także dzwonek alarmowy. Jeżeli było komuś łatwo mnie skopiować,  nie świadczy to najlepiej o tym, co robię. Powinno być to szalenie trudne.

Dlatego kopia zwykle jest nieudolna.
Rafał Olbiński: Mówi pan o przypadku, kiedy ewidentnie jest to widoczne. Gorzej - jeśli nie jest.

U nas jednym z takich artystów nietykalnych jest Czesław Niemen.
Rafał Olbiński: W pewnym sensie kopiowanie uskramnia, bo jeśli jakiś prymityw potrafi nas doskonale skopiować, to kimże jest twórca dzieła? Trudno skopiować Rafaela albo Goję.

A Picassa?
Rafał Olbiński: Bardzo łatwo. O czym to świadczy? (śmiech) Przydarzyła mi się kiedyś  historia, gdy zareagowałem emocjonalnie. Pojechałem do Meksyku. Lubię oglądać wystawy w księgarniach, na jednej z nich widzę moje obrazki na kilku książkach. Niektóre wiernie skopiowane, inne „zainspirowane”. Wszedłem z ciekawości. Nie dostrzegłem żadnych kredytów, czyli podpisów. Zadzwoniłem do agentki, żeby coś z tym zrobiła. Jednak nie było szans, żeby cokolwiek wyegzekwować.

Jest w takim razie sens propagować pojęcie legalności w kulturze?
Rafał Olbiński: Własne ja jest najważniejsze. Jednak ludzie muszą mieć dobre wzorce. To trzeba podkreślać. Człowiek potrzebuje wzorca od pierwszych chwil swojego życia. Naśladuje rodziców i się rozwija. Pytanie, kogo my, jako ludzie mamy naśladować. Jeżeli mówimy o plemiennych mentalnościach i podziałach, nasze plemię ma być lepsze od drugiego. Jedyne, co nas dziś wyróżnia to kultura. Zapominamy o tym, kładąc zbyt duży nacisk na tę część aktywności, odczytywanej i przyswajanej przez masy. Niestety jest to szalenie powierzchowne i nie zostaje w nas. Czy wizerunkowi Białorusi pomaga fakt, że Azarenko jest najlepszą tenisistką świata?

W kraju z dyktaturą.
Rafał Olbiński: Jest to całkowity nonsens. Władze schlebiają podstawowym gustom konsumentów. Tutaj dostrzegam podstawowy błąd. Kryteria tworzy się w oparciu o konsumentów. Najlepszy przykład to Włochy. Oni wciąż żyją tym, co zostało wyprodukowane podczas kilkudziesięciu lat renesansu. Co druga kawiarnia nazywa się Botticelli.

W Wiedniu odcinają kupony od Mozarta.
Rafał Olbiński: (śmiech) Paradoksalnie on uważał się za Niemca.

U nas pewnie tylko Chopin?
Rafał Olbiński: Nawet herbatę taką widziałem. Wódka, lotnisko i tak dalej. Mamy jedno nazwisko, którego używamy.

Jest jeszcze Wałęsa.
Rafał Olbiński: Ma szansę po filmie stać się jeszcze bardziej rozpoznawalnym symbolem. Niestety nie tworzymy nowych gwiazd światowych.

Nasza zaradność, pracowitość stała się naszym krajowym idolem, robiącym karierę na świecie.
Rafał Olbiński: Mamy głód tego, żeby być lepszym. To jest wielka wartość. Mamy energię żeby tworzyć coś nowego. Od elit i polityki zależy to, co mamy tworzyć. Czy bylejakość, czy raczej coś trwałego.

(...)

Musi pan non stop pracować.
Rafał Olbiński: Pan się dziwi dlaczego jeszcze mi się chce. Muszę to robić. (śmiech) Perspektywy czasów, w których ja dorastałem, były zupełnie inne. Edukacja była za darmo. Obecnie przekreślamy komunizm, ale kiedy zastanowimy się...

...każdy by chciał by wszyscy mieli po równo.
Rafał Olbiński: Dokładnie tak. Chcielibyśmy, żeby nie wyróżniały nas niepotrzebne przedmioty, ale wartości intelektualne. Było to utopijne, ale to błędy ludzkie tych, którzy sądzili, że nieprzygotowane rosyjskie feudalne społeczeństwo, może przejąć komunizm.

Dlaczego w Stanach własność intelektualna jest takim fetyszem? Ludzie w sądach głównie biją się o to?
Rafał Olbiński: Na punkcie prawa generalnie mają bzika. Często przepisy prawa są irracjonalne, ale działają. Myślę, że to tradycja wyniesiona z Anglii. Paradoksów także nie brakuje. Są Stany, które w swoim kodeksie karnym posiadają kary za sodomię. Może pan siedzieć 20 lat w więzieniu za to, że spał pan ze swoją partnerką nie tak, jak trzeba. Zostało to zapożyczone z kodeksu Justyniana w Bizancjum. Tłumaczył to tym, że sodomia powoduje trzęsienia ziemi.

W Stanach artysta ma więcej praw?
Rafał Olbiński: Jest mnóstwo szarych stref. Nasza interpretacja decyduje o wszystkim.

Czyli to prawnicy mieszają nam w głowach, kreując pieniądz?
Rafał Olbiński: Absolutnie. Poszanowanie prawa, chciwość prawników i profit. Ten ostatni element jest motywem wszelkiej działalności. Profit za wszelką cenę. Jest to dla mnie nieco irracjonalne, że w Ameryce biznesem są szkolnictwo i służba zdrowia.

Największym chyba jednak wojna?
Rafał Olbiński: Niestety. Z punktu widzenia naszej liberalnej tradycji europejskiej jest to niemoralne. Egzekwowanie prawa musi być skuteczne. W Polsce - w kontekście własności intelektualnej - zwłaszcza. Inną sprawą jest, że jeżeli sprzedajemy swoje dzieło i mamy w umowach zapis, który umożliwia wykorzystywanie go w innych celach, nie możemy mieć pretensji, że ktoś z niego korzysta. Często głupota i bylejactwo artystów powoduje, że są stratni.

Polacy dopiero teraz nauczyli się bić o swoje?
Rafał Olbiński: Formułować korzystne dla siebie umowy - tak. Nasi artyści zapominają także, że najpierw trzeba się wykazać. Jeśli się uda, można podnosić stawkę.

Dlaczego pana pokolenie nieustannie powtarza w telewizji, że państwo musi dawać więcej na kulturę, choć nie da, a sami ludzie kultury o to nie proszą, bo jakoś sobie radzą?
Rafał Olbiński: Mówimy o mentalnej spuściźnie PRL, gdy artyści byli potrzebni partii do usankcjonowania swojej legalności. Byli elementem propagandy. Wygodnie się wtedy żyło. Dostawało się mieszkania, samochody, wczasy. Obecnie muszę kupować wszystko sam. Moim zdaniem państwo nie powinno dotować kultury. Potem urzędnicy decydują, kto jest coś wart, a kto nie. Z własnego doświadczenia wiem, że sztuka tworzona przez komitety nie jest dobra, bowiem jest wypadkową różnych gustów. Pieniądze na kulturę, które są marnowane na stypendia i inne projekty, w całości powinny być przeznaczane na edukację.

(...)

Czego uczy się pan od mojego pokolenia?
Rafał Olbiński: Entuzjazmu. Patrzenia bez kompleksów na świat. Moja córka nie ma problemu z tym, że jest Amerykanką, a chce być Polką. Nie ma garba Rzeczypospolitej - bycia gorszym obywatelem. Poza tym, najfajniejsze w stosunkach z młodymi ludźmi jest to, że są dla mnie konkurencją. Uwielbiam konkurować. Odkryłem w Stanach, że konkurencja to najlepsze, co człowieka może spotkać. Dzięki niej, stajemy się lepsi. Nowy Jork był dla mnie taką szkołą. Konkurencja z najlepszymi. Albo się sprosta oczekiwaniom, albo się przegrywa. Często nie wygrywałem, ale zdarzały się zwycięstwa.

Źródło: Legalna Kultura
Redakcja, skróty, wyróżnienia: Kreatywna Polska
Przedruk za zgodą: Legalnej Kultury

KIERUNKI I FORMY TRANSFORMACJI CZYTELNICTWA


CBOS-01CBOS-02

 

Krajowa Izba Producentów Audiowizualnych Stowarzyszenie Filmowców Polskich Polska Izba Książki Legalna Kultura Stowarzyszenie Autorów i Wydawców Copyright Polska

Jesteś tutaj: Start Dla wszystkich Nie daj się w sieci Książki Wywiady Legalnej Kultury: Rafał Olbiński